...a dokładnie od trzech tygodni i jednego dnia - tj. od 28 kwietnia - należę do elitarnego (yhy ;)) grona WYROLOWANYCH. Tego właśnie dnia po raz pierwszy w życiu założyłam rolki, aby zrobić próbę generalną wokół domu. Jest on otoczony płotem, więc w razie czego jest się za co złapać ;) a dookoła jak okiem sięgnąć kostka Bauma, w miarę przyzwoite podłoże do rol(k)owania (o nawierzchniach jeszcze będzie). Nie było źle... Wciągnęło mnie to od razu, tak, że od owego 28 kwietnia nie ma w zasadzie dnia, żebym nie spędziła co najmniej godziny na rolkach. Jeżdżę na nich do pracy, z pracy, na spotkania w sprawach służbowych i w chwilach, gdy mnie po prostu najdzie na łączenie przyjemnego z bezużytecznym.
O czym będę tu pisać? O tym, co ciekawego można odkryć nawet w niedalekiej odległości od miejsca zamieszkania. O tym, gdzie się najfajniej jeździ, a gdzie beznadziejnie. O relacjach rolkarzy z rowerzystami i pieszymi. O imprezach rolkarskich. O wszystkim w kontekście ośmiu kółek. Zapraszam zatem do lektury i do dzielenia się swoimi doświadczeniami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz